Chciałbym poruszyć temat zastanawiania się nad swoją własną przeszłością. Nie chodzi o dawną historię bitew, królów itp. - a o własne działania. Co robiliśmy kilka godzin temu, kilka dni temu, kilka lat temu.
Zdaje się, że wiele autorytetów chwali rozważanie swojej przeszłości. Pitagoras zalecał swoim uczniom codzienną kontrolę własną. W wielu wyznaniach chrześcijańskich duże znaczenie ma rachunek sumienia. Benjamin Franklin podobną praktykę chwali w swojej autobiografii. Współczesne nauki o zarządzaniu radzą kontrolować projekt - mierzyć wyniki i oceniać je.
Z drugiej strony - są i argumenty przeciw. Wspominanie ujemnych zdarzeń z przeszłości może wzmacniać negatywne skutki przykrości. Może psuć relacje międzyludzkie, gdy przypomni nam się jakaś dawna niezgoda.
Pytanie jak wyjaśnić tę rozbieżność - jaka jest natura zalet, a jaka natura wad. Być może chodzi o rozważany okres czasu. Zwolennicy analizy przeszłości raczej zdają się mieć na myśli krótkie okresy. Przy rachunku sumienia bada się przedział od ostatniej spowiedzi - a nie cofa się w dowolnie odległą przeszłość. Pitagoras czy Benjamin Franklin chwalą kontrolę bieżącą, codzienną. Przeciwnicy wspominania przeszłości zdają się krytykować najbardziej wspominanie rzeczy bardzo dawnych, tak jakby wspominanie rzeczy nowszych wiązało się z mniejszym ryzykiem.
Inne możliwe wyjaśnienie to nastawienie samego analizującego. Można analizować z pewną nadzieją, wiarą że teraz będzie lepiej. Być może jest to kluczowe dla odnoszenia korzyści i dla minimalizowania ryzyka. Bo wspominanie przeszłości w smutnym nastoju będzie kierować ku rozżalaniu się z powodu dawnych przykrości, ku przypominaniu sobie najsmutniejszych rzeczy.
A wy co sądzicie o wspominaniu i analizowaniu przeszłości? Gdzie dostrzegacie wady, a gdzie zalety?
Ale to nie znaczy, że nie możesz się z nami skontaktować. Nasza społeczność pozostaje aktywna w innych miejscach.
Więcej informacji w tym temacie.



1254 7854 
