Na podmokłych terenach Florydy
rosły prawiole, rodzynki wśród grzybów,
na podmokłych terenach Florydy,
swój żywot już zakończy się.
W bagnach, w połaci twarogu,
mieszka mój zmysł oszołomiony,
zielony stwór z widłem pogania,
daje znak, że to jego jest Bóg.
Na sznurkach suszone są prania,
Kobold wywraca swą mordą w takt,
żaby, ropuchy i inne szkarady
tańczą w wir zapomnienia.
Za osiem godzin zdarzy się dramat,
patrol piracki obali ten ląd,
będzie to zjazd w pędy otargniony
i szalony będzie jak wiatr.
Kulą armatnią topić będą namorzyny,
gladiusami plądrować tutejsze stworzonka,
a byłby to tak pełen spokoju łat,
aż szkoda byłoby go teraz nam tak.
Bagnisty teren zatopiony doszczętnie,
ogrza maska dryfuje w tafli śluzu,
ropuchy i żaby w balony utkane
zleciały w eter i zniknął po nich ślad.
Ale to nie znaczy, że nie możesz się z nami skontaktować. Nasza społeczność pozostaje aktywna w innych miejscach.
Więcej informacji w tym temacie.



1254 7854 

